Cthulhu w PRL!

W 1999 roku, w czasopiśmie Magia i Miecz ukazał się z pozoru niewinnie wyglądający artykuł Tomasza Z. Majkowskiego „Z archiwum Wydziału X”. Zapewne nikt w redakcji nie spodziewał się, jak ogromny wpływ będzie mieć pięć i pół strony tekstu na sposób postrzegania Zewu Cthulhu w okresie PRL. Postaram się dla was sparafrazować i dokonać odświeżenia pomysłu, który powstał w latach 90. XX wieku.

O czym jest to Cthulhu?

Macki w Polsce Ludowej mają wyjątkowy klimat i niezwykły potencjał, zwłaszcza gdy gracze wcielają się w funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, realizujących politykę ateizacji kraju. Ich misją stanie się ukrycie nadprzyrodzonych i tajemniczych zjawisk przed opinią publiczną. Staną się Facetami w Czerni w wydaniu sowieckim i otrzymają uprawnienia oraz sprzęt, o którym zwykły milicjant może tylko pomarzyć. 

Historia Wydziału

Wydział X (czyta się wydział dziesiąty) zostaje powołany jeszcze pod koniec II Wojny Światowej, tuż po operacji wiślańsko-odrzańskiej, przeprowadzonej przez Armię Czerwoną na terenie dzisiejszej Polski Zachodniej. Prawdopodobnie już wtedy czerwonoarmiści natknęli się na zjawiska dziwne i wymykające klasycznemu pojmowaniu nauki, a to wystarczyło do rozpoczęcia intensywnych badań nad tajemnicami III Rzeczy. W ciągu kilku kolejnych miesięcy wychodziły na jaw szczegóły o okultystycznej fascynacji nazistów, a wraz z nimi potrzeba ich weryfikacji, badania i gromadzenia dowodów. Szybko odkryto również podziemne instalacje nazistów – setki kilometrów korytarzy, nieznanego do dziś przeznaczenia. Funkcjonariusze nowo powołanego Wydziału UB (Urzędu Bezpieczeństwa) szybko zajęli się odkrywaniem tajemnic nazistów oraz poszukiwaniem mitycznej wunderwaffe Hitlera, ale to co rzeczywiście odnaleźli przekroczyło ich wszelkie oczekiwania.

Pierwszy kontakt Wydziału z Mitami Cthulhu miał miejsce już po wojnie. W trakcie masowych wysiedleń Niemców z terenów na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej, pewna rodzina uciekła przed ubecją do grobowca von Ebenów (mauzoleum to ma kształt piramidy) w Rożnowie. Rodzina zniknęła, jakby rozpłynęła się w powietrzu, a w samym grobowcu odnaleziono dziwne znaki. W Archiwum Wydziału, teczka z badania tej sprawy była opisana kryptonimem „Portal”.

Formalnie Wydział X działał od 1949 roku i od początku był uwikłany w skomplikowaną zależność służbową między Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, a Kremlem. Na czele Wydziału stanął pułkownik Leonid Sawczuk i utworzył niewielkie struktury bezpośrednio podlegające jego zwierzchnictwu. Dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych Wydział X rozrósł się na tyle, że pułkownik delegował część odpowiedzialność na innych oficerów. 

Wydział X zaczął tracić wpływy tuż po przejęciu władzy przez Edwarda Gierka w grudniu 1970 roku. Nowa linia partii nie akceptowała takich fanaberii, jak badanie zjawisk nadprzyrodzonych. Kraj stanął u progu wielkiej industrializacji, a nowy gabinet wykorzystał ten argument w negocjacjach z Kremlem odnośnie finansowania tajnych służb. W drugiej połowie 1972 roku doszło do nagłej i brutalnej likwidacji Wydziału X. Pułkownik Sawczuk popełnił samobójstwo, wielu agentów trafiło do więzień pod absurdalnymi zarzutami, tajni współpracownicy zostali zastraszeni, naukowcy wywiezieni do Rosji, aresztanci uznani za zaginionych, a pracownicy archiwum trafili do szpitali psychiatrycznych. 

Siedziba

Przez cały okres swojej działalności, Wydział zajmuje budynki wojskowe skryte w lesie nieopodal Warszawy. Formalnie zajmuje je jednostka wojsk przeciwchemicznych i takie też tabliczki umieszczono na jedynej drodze dojazdowej. Cały kompleks otoczony jest podwójnym płotem z drutu kolczastego oraz ceglanym murem. Na bramie wjazdowej pełnią służbę zawsze czujni wartownicy – sprawdzają przepustki i ewidencjonują wjeżdżających. Tabliczki „Uwaga! Teren wojskowy, wstęp surowo wzbroniony” wiszą w całej okolicy, a mieszkańcy pobliskich wiosek wydają się być skutecznie zastraszeni i nie zaryzykują rozmowy o tajemniczym gmachu.

Dwa budynki zajmowane przez Wydział wydają się być szczególnie chronione – w jednym mieści się archiwum, a w drugim areszt. W pierwszym kataloguje się materiały dowodowe, w tym starożytne księgi, artefakty i tajemnicze urządzenia. Pod archiwum umieszczono kilka laboratoriów, gdzie najlepsi radzieccy naukowcy pracują nad praktycznym zastosowaniem znalezisk. W areszcie przetrzymuje się zarówno niewygodnych świadków, jawnych kultystów, oszalałych naukowców, ale również „to coś”. Podobno tylko kilku funkcjonariuszy i pułkownik Sawczuk wie, co zamknięto w najciemniejszej celi budynku. Można śmiało założyć, że nie jest to człowiek (nawet, jeśli kiedyś nim był).

W następnej części opowiem o tym, jak stworzyć Badacza Tajemnic w tych pełnych niepewności i niewyjaśnionych tajemnic czasach. 

Autor: Michał Kuglarz Dzidt na podstawie artykułu Tomasza Z. Majkowskiego (Magia i Miecz 7/8’99), dzięki uprzejmości Savage Worlds Edycja Polska.

Redakcja merytoryczna: Adam Wieczorek