Czy Cyberpunk to tylko strzelaniny?

Z perspektywy graczki: Czy Cyberpunk to tylko strzelaniny? Tl;tr: nie, nie tylko :) 

Pierwsza z dziesięciu zaplanowanych sesji w Cyberpunk RED za nami. Ekipa zebrała się naprawdę nietuzinkowa! Każdy z nas opowiada inną historię i chociaż to było dopiero pierwsze spotkanie, to niektóre świetnie zaplanowane sceny poruszyły odpowiednie struny w naszych postaciach i mogliśmy zobaczyć, co kryje się pod tymi maskami, które przywdziewamy na co dzień.  

To kogo mamy w ekipie? 

Rusty - Facet, który działa. Rusty nie jest osobą, którą zostawia za sobą rzeczy niezałatwione. Nie pozwoli, by ktoś brudził w jego piaskownicy. Reaguje szybko i zdecydowanie. Chociaż nie mówi dużo, to zawsze celnie trafia. Czuję, że można na nim polegać. Mam wrażenie, że tylko dzięki niemu w naszym budynku nie wybuchła jeszcze jakaś jatka. Ten nocny poker pomaga rozładować napięcia. Czuję, że ma swoje tajemnice. Ale hej, kto ich nie ma?

Rim - Raz on, raz ona. Czasami ona i on na raz. Pełna niespodzianek osoba, która dla przyjaciół rzuca się w wir walki. Dosłownie. Widziałam na własne oczy! Trudno rozgryźć, co dzieje się w jej głowie. Czasami odnosisz wrażenie, że zgiełk Night City to dla niej za dużo i chciałaby uciec, ale potem weźmie do ręki tasak i odrąbie łapę temu, kto chciał skrzywdzić bliską jej osobę. Kim jest Rim? Nie wiem. Ale dobrze mieć ją obok. 

Sonny Stylez - Rockerboy, który chciał uciec... Ale mu się nie udało. Przeszłość właśnie wróciła i kopnęła go w jaja. No cóż, przynajmniej pokazał jakieś emocje. Nikt nie wie, dlaczego tak nagle zakończył swoją karierę. Chociaż po mieście chodzą plotki, to on sam ma w dupie to, co o nim mówią. Chyba był jedną z tych gwiazd, która rzeczywiście robiła to z miłości do muzyki, a nie tylko dla hajsu. Mam przeczucie, że mieszkańcy Night City jeszcze o nim usłyszą.

No i jestem ja. Joy, wannabe fixerka. Wiem, że powinnam od wszystkich brać za wszystko hajs. Ale ja po prostu lubię pomagać ludziom. Czy to coś złego? Pewnie nie, ale chyba nie zaprowadzi mnie to daleko w Night City, co nie? Nigdy nie wyciągam broni jako pierwsza, zawsze mam nadzieję, że uda nam się jakoś dogadać. Ale jak to mówią? Jak masz miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę. Jeszcze pewnie nie raz się o tym przekonam. 

Jeżeli myślicie, że Cyberpunk nie jest dla Was, bo to tylko strzelaniny i wyścigi, to znaczy, że nie trafiliście na tak dobrego MG-a, jak ja. Tak, była strzelanina na pierwszej sesji. Tak, musieliśmy pozbyć się ciała. Tak, dostałam kulkę za próby pokojowego dogadania się z gangsterem z Maelstromu, ale nie, to nie było clue tej sesji. Mechanika i rzuty, których nie zabrakło, były dobrze zbalansowane z czasem, który był nam dany na odgrywanie postaci. Były osobiste dramaty i był czas na działanie w grupie. Może jeszcze nie jesteśmy ekipą, która zna się jak łyse konie. Jednak mamy jeszcze dziewięć spotkań, żeby sprawdzić, czy będziemy tą grupą, o której będą mówić, że jak zadrzesz z jednym z nich, to zadrzesz ze wszystkimi.  

/Daria