Zły glina w cieniu świateł

Dziś chciałem wam opowiedzieć o tym, w jaki sposób przebiegały prace nad jednym ze scenariuszy, który trafił do zbioru Horror nad Wartą. Nazywa się W cieniu świateł i pojawia się w nim pewien zły glina :)

Pomysł na tę przygodę powstał już w 1995 roku, kiedy wróciłem z pokazu pirotechnicznego w Olsztynie pod Częstochową. Spisywałem go pieczołowicie w zeszycie, dokładając kolejne wątki, postacie i wydarzenia. Niestety nastoletniemu mnie brakło w końcu zapału i scenariusz wylądował na dnie szuflady. Co jakiś czas go z niej wyciągałem i dopisywałem kolejne elementy, ale pozostawał niedokończony. Gdy zastanawialiśmy się, kto przygotuje scenariusze do naszych zbiorów, zaproponowałem właśnie W cieniu świateł. Nie wiedziałem jeszcze, że przede mną długa i wyboista droga.

Wyciągnąłem zeszyt z szuflady i zacząłem czytać. Po kilku chwilach złapałem się za głowę i głośno kląłem. Scenariusz nie nadawał się kompletnie do niczego. Był po prostu zły. Zacząłem się zastanawiać, co można z niego ocalić, i wyszło mi, że zostanie główny potwór, autentyczne wydarzenia w tle i postać dziennikarza, który sprowadza Badaczy do Częstochowy. Na ocalenie zasługiwała też część dzienników, które w toku scenariusza znajdują Badacze, ale nawet one wymagały napisania w gruncie rzeczy od nowa. Został czysty szkielet, który trzeba było obudować materiałem.

Dwa tygodnie później miałem już powiązane wszystkie wątki, nakreślonych BN-ów i historię, która w mej opinii miała ręce i nogi. Taką wersję wysłałem do moich przyjaciół, z którymi w tym samym czasie pisałem Babie Lato. Bolało! Artur i Tomek wzięli scenariusz na warsztat i wrzucili tam kilkadziesiąt komentarzy, które pozwoliły poprawić większość niedociągnięć, załatać dwie poważne dziury fabularne i wygładzić szorstkości. Wydawało mi się, że jest już pięknie. Nic bardziej mylnego.

Zaprosiłem moich graczy do testowania tego scenariusza i poprosiłem, aby szczerze skomentowali całość. Bolało! Okazało się, że w pewnym momencie przesadziłem z wprowadzaniem mocarnych BN-ów pomagających Badaczom, co doprowadziło do sytuacji, gdy przestali mieć wpływ na wydarzenia, a stali się bardziej ich obserwatorami. Cały ten element scenariusza został zatem mocno przerobiony i skomasowany do jednej, niewielkiej ramki. Natomiast graczom bardzo podobały się wszelkie pomoce, które trzeba było zestawić ze sobą, aby odkryć całą intrygę. Za ich namową, ręcznie pisane dzienniki znalazły się w podręczniku.

Spędziłem kolejny tydzień, poprawiając wątki i składając wszystko w całość. Taki materiał trafił do moich szanownych kolegów redaktorów – Jerzego i Pawła. Jerzy był dla mnie dość łagodny, punktując kilka elementów, które trzeba było wygładzić. A potem przyszła pora na komentarze Pawła. Znowu bolało! Spędziłem kolejne długie godziny nad poprawianiem baboli, ale postanowiłem mieć z tego też trochę dodatkowej zabawy. Wprowadziłem do scenariusza postać skorumpowanego policjanta, któremu nadałem domniemane cechy mojego redakcyjnego kolegi. Ku memu zaskoczeniu, bardzo mu się ten gość spodobał i tak w scenariuszu pojawił się pewien wyjątkowo upierdliwy gliniarz.



Tak przygotowany scenariusz trafił do korekty. Bolało! Kasia była dla mnie bezlitosna, pastwiąc się nie tylko nad warstwą językową, ale szukając jeszcze dziury w całym. Potem scenariusz czytała jeszcze Daria, która też miała kilka pytań i uwag. Dopiero po tym całym procesie przygoda mogła trafić do składu. Tam zaczęła się jeszcze zabawa z wyszukiwaniem zdjęć i planów, ale to temat na osobną pogadankę.

Podobną drogę przeszły wszystkie scenariusze, które znajdziecie w naszych zbiorach. Każdy był wielokrotnie testowany i czytany, a autorzy pewnie mieli serdecznie dość czepiających się wszystkiego redaktorów. Jak widzicie, przygotowanie scenariusza to długi, żmudny i chwilami bolesny dla autora proces. Na finalny produkt składa się praca kilkunastu osób. Takie dzieło jeszcze nie jest skończone, bo każdy Strażnik Tajemnic podczas prowadzenia nadaje scenariuszowi ostateczny wygląd.