SPRAWDŹ NASZE NOWOŚCI!

Moria - dzienniczek tłumacza cz.1

Problemy tłumacza, czyli wyprawa w Czarną Otchłań

Moria, co w języku elfów znaczy „Czarna Otchłań”, to nazwa tyleż ekscytująca co straszliwa, napełniająca grozą serca śmiałków, poszukiwaczy skarbów oraz projektantów i tłumaczy gier fabularnych.

Pradawna i ogromna stolica krasnoludów, przedwieczne Khazad-dûm to jedyna ocalała w Śródziemiu pamiątka Dawnych Dni, ostatni spośród wielkich cudów Pierwszej Ery, przytłaczające ogromem podziemne miasto nieopisanych splendorów. Ale i miejsce od tysiąca lat opustoszałe, ze szczętem splądrowane i splugawione, a do tego wyzute ze swojej największej tajemnicy. Nie trzeba przecież czytać Władcy Pierścieni, ani nawet oglądać ekranizacji: wystarczy dość długo przewijać media społecznościowe, by dokopać się do Balroga. Wszyscy wiedzą, co kryje się pod imieniem Zguby Durina, i że w Morii nie zachowało się nic godnego uwagi? Po cóż tam bywać?

To właśnie pytanie, które otwiera znakomity dodatek autorstwa Garetha Hanrahana, który na przestrzeni dorównującej objętością podręcznikowi podstawowemu systematycznie takich powodów dostarcza, opisując dawną siedzibę krasnoludów w taki sposób, by z jednej strony zapewnić Drużynie niejedną niespodziankę, z drugiej natomiast – pozostać wiernym literze powieści Tolkiena. Czym nielichy sprawia tłumaczowi problem.

Dwie postaci wędrują przez podziemia Morii

O wyborze przekładu słów kilka

Podczas prac nad podręcznikiem podstawowym podjęliśmy zbiorowo decyzję, że tam, gdzie to możliwe, stosować będziemy terminologię geograficzną i historyczną zaczerpniętą z przekładu Marii Skibniewskiej, przekładu Władcy Pierścieni – w wersji poprawionej przez Marka Gumkowskiego tam, gdzie Skibniewska albo zanadto oddalała się od intencji Tolkiena (na przykład nazywając rumaka Gandalfa Gryfem), albo nie mając dostępu do archiwum notatek autora, podejmowała nietrafne decyzje (tak położona w Shire gospoda „Golden Perch” we wczesnych polskich wydaniach nazywa się „Pod Złotą Tyczką”, a nie, jak chciał Tolkien, „Pod Złotym Okoniem”). Jednocześnie ustaliliśmy, że w uzasadnionych przypadkach będziemy od jej wyborów odchodzić.

Jedna taka znacząca zmiana wielce się zresztą przy okazji przekładu Morii przydaje: położona po wschodniej stronie dolina Azanulbizar, gdzie lśni Jezioro Zwierciadlane, a krasnoludowie stoczyli z orkami bitwę, w której Thorin zdobył przydomek, nazywa się w języku angielskim Dimrill Dale. Znakomita tłumaczka – nie bez powodu zresztą – uznała to za imię własne, dlatego w wydaniu które czytałem w młodości miejsce nazywa się Doliną Dimrilla – tak też zwie się bijący tu potok i pnące się w górę schody. Przekład ten skorygował w roku 2010 Marek Gumkowski, przywracając znaczenie pierwotne: Dolina Półmroku. Takiej też nazwy trzymamy się w dodatku.

Moria, Khazad-dûm czy Dwarrowdelf?

Ale oto problem bardziej zasadniczy: nazwa Khazad-dûm oznacza dosłownie „Jamy Krasnoludów”, ale Tolkien stosuje też niejednokrotnie jej anglojęzyczną formę: Dwarrowdelf. Słowo to nie pada jednak ani razu w polskim przekładzie Władcy Pierścieni. Maria Skibniewska po prostu wyraz usunęła, zastępując najczęściej słowem Moria. Nie ma to wielkiego znaczenia dla akcji powieści, dla nas jednak nieoczekiwanie je zyskuje. Dwarrowdelf nazywa się bowiem w dodatku jedną tylko część Morii, dawne miasto krasnoludów, wyraźnie odróżniając je od Starej Morii, Kopalni Morii czy Morii Wschodniej. Pierwszy odruch nakazywał użycie wersji krasnoludzkiej – Khazad-dûm. Ta jednak w tekście występuje wielokrotnie na określenie całego podziemnego kompleksu. Musieliśmy się zatem z Dwarrowdelf zmierzyć, ostatecznie podejmując decyzję, by zostawić termin w brzmieniu oryginalnym, podobnie jak nie tłumaczymy nazw Shire czy Rivendell. 

Scena walki z potworami w podziemiach Morii
Widok znad jeziora na skałę z widocznymi Drzwiami Durina

Trzy szczyty i inne dylematy

Trzy szczyty, pod którymi wyryto kopalnie to Barazinbar, Zirakzigil oraz Bundushathûr, w języku elfów nazywane Caradhras, Celebdil i Fanuidhol, a po angielsku Redhorn, Silvertine i Cloudyhead, które to nazwy – z wyjątkiem pierwszej – padają w tekście powieści raz. Nic zatem złego w tym, że obok Czerwonego Rogu pojawiają się po prostu Srebrny i Chmurny. Te jednak nazwy nie sprawdzają się, gdy o górach mowa co rusz – ważny jest zwłaszcza ten pierwszy szczyt, bo to u jego korzeni znajduje się dawna stolica krasnoludów. Fakt, że to po prostu pozbawione rzeczowników przymiotniki nie tylko zaburza rytm przekładu, ale bywa niezwykle mylący. Postanowiliśmy zatem sprawdzić, jak poradzili sobie inni.

W pierwszym przypadku Janusz Łoziński zaproponował Srebrną Igłę, natomiast Tadeusz Andrzej Olszański, autor przekładu pierwszego wydania Atlasu Śródziemia – Srebrny Ząb, którą to nazwę przyjmiemy w naszym tłumaczeniu. Trzeci szczyt stwarza większy problem, bo albo pozostaje „Chmurnym” albo zmienia się „Chmurnogłowego”, wyraźnie odróżniając się od pozostałych nazw, złożonych z dwóch wyrazów. Na szczęście „head” to to, co u góry, nie tylko ciała, a w tej kwestii polskie sposoby nazywania gór bywają nader pomocne. Zwłaszcza że na tutejszym zboczu mieszkają ludzie – wkrótce poznacie zatem górali spod Chmurnego Wierchu.

A to tylko najważniejsze nazwy geograficzne! W Morii czai się dużo, dużo więcej: pomieszczeń, skarbów, niebezpieczeństw i wrogów, o swoich własnych nazwach, niekiedy zaczerpniętych albo nawiązujących do książki. O nich jednak – we właściwym czasie.

Autor: Tomasz Z. Majkowski

Zacznij przygodę!

Produkt został dodany do listy życzeń