SPRAWDŹ NASZE NOWOŚCI!

Moria - dzienniczek tłumacza cz.2

Widmo krąży nad Śródziemiem, widmo upiora.

Za podstawę przekładu Jedynego Pierścienia przyjęliśmy tłumaczenie Marii Skibniewskiej. Zresztą, wybór innych niewiele by w tym akurat względzie pomógł, bo szanują bardzo silną tradycję nazewniczą i powtarzają jej wybory w tym akurat względzie.

A jest to wzgląd następujący: w pierwszym tomie trylogii Drużyna Pierścienia spotyka dwa rodzaje istot, które żyją, chociaż umarły. Pierwsze to stwory zamieszkujące dawne mogiły zwane Tyrn Gorthad. Pętają hobbitów urokiem i wciągają do swoich grobowców, na szczęście przepędza ich Tom Bombadil. Drugie prześladują Powiernika Pierścienia od samego początku, dosiadają wielkich czarnych koni i stopniowo zostają zidentyfikowane jako posiadacze Dziewięciu Pierścieni, darowanych ludziom śmiertelnym. Pierwsze nazywa Tolkiem „Barrow-wights”, drugie to „Ringwraiths”. Upiory kurhanów i upiory pierścienia.

Dwa upiory przyglądają się postaci idącej po jednym z mostów w Morii

Gdy kilka liter robi upiorną różnicę...

W zapisie i wymowie różnica między wyrazami „wight” i „wraith” bardzo jest niewielka, ot – kilka literek. W dodatku obydwa słowa były przed premierą Władcy Pierścieni właściwie zapomniane, zakochany w starszych formach językowych Tolkien wyciągnął je z lamusa i otrzepał z naftaliny. Nic dziwnego, że przekładająca jego powieść tłumaczka zdecydowała się postawić na takie właśnie, bliźniacze przekłady, odsyłające do Mickiewicza. Nie wiedziała przecież, bo i wiedzieć nie mogła, że różnica pomiędzy tymi dwoma rodzajami stworów jest ogromna z punktu widzenia tolkienowskiej metafizyki, i że sześćdziesiąt lat później przyprawi tym wyborem jakiegoś tłumacza od ból głowy.

Zacznijmy od podstaw. Jak poucza Silmarillion, również przez Marię Skibniewską (przekład wydano pośmiertnie!), dwóm rodzajom dzieci Illuvatara różne przeznaczono losy. Elfowie są na dobre i złe związani z Adrą, nie mogą jej nijak opuścić. Dlatego nie umierają od starości czy chorób, a gdy ktoś pozbawi ich życia, duszą ulatują do Dworu Mandosa, by tam czekać końca świata. Mogą nawet stamtąd wrócić – jak Glorfindel, wojownik z Pierwszej Ery ocalający Froda w Erze Trzeciej (dlaczego wstał z martwych? Bo Tolkien nigdzie nie określił, czy to ta sama postać, czy też dwie różne osoby o tym samym imieniu). Ludzie natomiast śmiertelni umierają, a po śmierci ich dusza zostaje przeniesiona poza obręb świata, w miejsce którego elfowie nie znają. Dlatego jedni zazdroszczą drugim ich losów.

Ożywieniec i potępieniec - różne rodzaje upiorów

„Wraith" to w tolkienowskim systemie duch, który nie odszedł ze Śródziemia po śmierci swojego materialnego ciała. Śmiertelnik, który nie podporządkował się przeznaczeniu swojego rodzaju, złamał boskie prawa i cały czas trzyma się świata. Czasem z powodu własnych pragnień (na tym wszak polegało kuszenie późniejszych nazgulów przez Saurona), niekiedy z powodu klątwy (to wypadek Umarłych z Dunharrow). Natomiast „wight" to zwłoki, które opuściła dusza, a potem zasiedlił jakiś zły duch i od tej pory je ożywa – nie są tą samą co za życia osobą. Są więc na wielu poziomach istotami przeciwnymi: jedne są czystym ciałem, zasuszonym albo gnijącym, drugie – czystym duchem, widmem obecnym w tym świecie jedynie częściowo. Czyli pierwsze są upiorami w sensie ścisłym (bo to słowo oznaczające trupa, który wstał z grobu, literacka wersja ruskiego wyrazu „upir”, który jest tym samym słowem, co południowosłowiański „wampir”, uszlachetniona dodatkową głoską przez Mickiewicza). Drugie to raczej widma, czy zjawy.

Na poziomie fabuły Władcy Pierścieni jest to oczywiście dzielenie włosa na czworo i kwestia bez szczególnego znaczenia.

Jednak co zrobić, kiedy w bestiariuszu pojawiają się dwie kategorie istot określanych ogólnym „Undead”? „Wights”, w obrębie której mieszczą się „Barrow-wights” i inne podobne stwory, ciała animowanie złym duchem, i „Wraiths”, widma i upiory nawiedzające Śródziemie? Skoro i jedna, i druga kategoria określana jest tym samym słowem? Bo długim namyśle uznaliśmy tedy, że to kategoria ogólna zostanie „upiorem”, a kłopotliwe słowa „wight” i „wraith” przełożymy inaczej (odpowiednio, „ożywieniec” i „potępieniec”). Dzięki temu nie trzeba było zmieniać bardzo utartych nazw wspaniałej Marii Skibniewskiej.

Postać z płonącym mieczem stojąca nad płomieniami

I wszystko było dobrze. Aż tu nagle pojawia się w dodatku taka scena: po lesie krążą bezcielesne duchy i co ktoś w tymże zginie – hop, wskakują w martwe ciało i je ożywiają. I mają dranie swoje nazwy, wyraźnie nawiązujące do tych nieszczęsnych upiorów kurhanów i pierścienia!

Autor: Tomasz Z. Majkowski

Zacznij przygodę!

Produkt został dodany do listy życzeń