SPRAWDŹ NASZE NOWOŚCI!

Skąd się bierze strach i jak pobudzić go fizjologicznie?

Powrót do... przeszłości i tajemnic

Adam Wieczorek w artykule opublikowanym w 2019 roku w Almanachu Strażników Tajemnic – Powrocie do R’lyeh, przygląda się temu, skąd bierze się strach i jak działa na nasz organizm. Wyjaśnia różnicę między strachem a lękiem, pokazuje rolę hormonów takich jak adrenalina i kortyzol oraz opowiada o atawistycznych fobiach, które wciąż wpływają na nasze reakcje.

Jak tę wiedzę można wykorzystać w praktyce? Jak świadomie pobudzać emocje graczy i budować prawdziwie niepokojącą atmosferę podczas sesji RPG?

Zapraszamy do lektury!

Skąd się bierze strach i jak pobudzić go fizjologicznie?

Zanim zaczniemy dywagacje na temat strachu i możliwości jego projekcji na innych, musimy uzmysłowić sobie jeden bardzo istotny fakt. Człowiek jest tylko zwierzęciem. Bardzo rozwiniętym, zorganizowanym i społecznym zwierzęciem. Tworzymy skomplikowane maszyny i zależności, ale nie jesteśmy w stanie wyeliminować naszego zwierzęcego ja – ciągle do głosu dochodzi nasz pierwotny, gadzi mózg. Ta fizjologiczna podstawa, w której zakodowana jest najstarsza emocja towarzysząca ludzkości – strach.

Strach a lęk

Wydaje się nam, że strach i lęk to synonimy. Okazuje się jednak, że nie do końca. Naukowcy oddzielili te dwa stany, kreśląc między nimi wyraźną granicę. Jest nią irracjonalność. Strach to zbiór reakcji organizmu na rzeczywiste zagrożenie dla naszego życia i zdrowia. Tymczasem lęk to proces wewnętrzny, który nie jest związany z żadnym istniejącym i bezpośrednim zagrożeniem. Jest wytworem naszego mózgu i to właśnie ten stan próbują pobudzić twórcy książek, komiksów i gier. Skoro zatem znamy zasadniczą różnicę między strachem a lękiem, warto zrozumieć, skąd one się biorą i co może je wywołać.

Skąd bierze się strach?

Źródłem strachu jest właśnie nasze zwierzęce ja, w którym główne skrzypce gra instynkt przetrwania. W chwili silnego napięcia emocjonalnego włącza się cały szereg mechanizmów, które mają na celu rozpoznanie zagrożenia i reagowanie na nie. Często mówi się, że jest to instynkt walki lub ucieczki. Nasz mózg, dzięki kojarzeniu i zapamiętywaniu przeszłych zdarzeń, może dokonać projekcji zaistniałej sytuacji i rozpoznać potencjalne zagrożenia. Odebranie przez jeden ze zmysłów zewnętrznego bodźca, który nasz mózg interpretuje na poziomie poznawczym jako niebezpieczeństwo, wywołuje pobudzenie emocjonalne. Wtedy może nastąpić cała seria interesujących zdarzeń. 

Jak organizm człowieka reaguje na strach?

W nauce wyróżniono trzy tzw. osie stresu. W odpowiedzi na sygnał z mózgu o zagrożeniu może zostać uruchomiona jedna, dwie lub nawet wszystkie trzy. Pierwsza, przez układ autonomiczny, pobudza organy wewnętrzne. Następuje zatem szybsze pocenie, rozszerzenie źrenic, przyspieszenie akcji serca i oddechu, a także wstrzymanie pracy żołądka i jelit. W wątrobie uruchamia się przyspieszony rozkład glikogenu, dzięki któremu do krwi dostaje się zwiększona dawka energii w postaci glukozy. Drugi mechanizm powiązany jest z ciałem migdałowatym, o którym jeszcze opowiemy. Od niego idzie sygnał do gruczołów rdzenia nadnerczy, które wypuszczają do krwiobiegu dwa hormony – adrenalinę i noradrenalinę. Ich działanie jest bardzo podobne do tych wspomnianych wyżej, ale trwa dłużej. Trzecia oś, której działanie jest najbardziej długotrwałe, powoduje wydzielanie przez przysadkę mózgową hormonu ACTH, który z kolei zmusza wspomniane wcześniej nadnercza do uwalniania szeregu innych hormonów, ze słynnym kortyzolem na czele. Hormony te powodują m.in. wzrost wytwarzania glukozy i hamują funkcje immunologiczne. Dlatego długotrwałe wystawienie na bodziec stresogenny, którym może być np. presja czasu w pracy, powoduje osłabienie organizmu i tym samym łatwiejszą zapadalność na choroby.

Mała rzecz, a straszy

Wróćmy jeszcze na chwilę do ciała migdałowatego. Przez ten niewielki element w układzie limbicznym przechodzą wszystkie informacje, jakie docierają do człowieka od jego pięciu zmysłów. Pech chce, że ten malutki system monitoringu jest najbardziej pierwotną, a więc także prymitywną, częścią mózgu. Niestety, organ ten nie potrafi odróżnić ogółu od szczegółu. Ma zapewnić przetrwanie i działać szybko, a nie skupiać się na czasochłonnych analizach. W rezultacie czasem doprowadza do wywołania strachu i wynikającej z niego reakcji, które są nieadekwatne do zagrożenia. Wzorcowym przykładem jest tu sytuacja, gdy w zamyśleniu wpadamy na kogoś wychodzącego zza rogu korytarza czy budynku. Bardzo często podskakujemy wtedy nerwowo i czujemy przyspieszenie pracy serca. To właśnie ciało migdałowate uruchomiło te reakcje. Nic dziwnego, że naukowcy powiązali ten organ z odczuwaniem strachu. W latach 30. XX wieku przeprowadzano eksperymenty na małpach. Po wycięciu im ciała migdałowatego (było to długo przed wprowadzeniem regulacji bioetycznych dotyczących minimalizacji cierpienia w doświadczeniach na zwierzętach) małpy kompletnie nie przejawiały strachu. Prowadziło to do antyspołecznych zachowań, a w efekcie do izolacji i przedwczesnej śmierci.

W procesie aktywowania osi stresu ciało migdałowate wpływa na zwiększenie krzepliwości krwi, a nawet poprawienie aktywności umysłowej. Przyspiesza też pompowanie krwi do nóg, które mają zapewnić nam szybką ucieczkę przed zagrożeniem. Jesteśmy także zalewani hormonami, o których więcej opowiemy za chwilę. Pech chce, że ten mechanizm, ze względu na brak czasu na filtrowanie informacji, często jest powodem nadmiernego pobudzenia ofiar wypadków czy innych traumatycznych zdarzeń. Interpretując odgłosy lub sytuacje jako podobne do tych, które wywołały traumę, uruchamia prawdziwy mechanizm strachu mimo braku zagrożenia. Taki stan, jeśli nie zostanie poddany odpowiedniemu leczeniu, może trwać nawet latami, pustosząc organizm – to właśnie słynny zespół stresu pourazowego.

Te straszne hormony

Strach rządzi nami również dlatego, że jako gatunek – powiedzmy to wprost – fatalnie radzimy sobie z gospodarką hormonalną (nie w każdym aspekcie, ale na potrzeby tego artykułu skupiamy się na wąskim zakresie problemu). Doskonałym przykładem tego, że wiele zwierząt robi to dużo lepiej od nas, są zebry. Te sympatyczne zwierzęta również odczuwają strach, np. gdy stado jest atakowane przez lwy. Podobnie jak ludzie otrzymują gwałtowny wyrzut adrenaliny, ale gdy tylko zagrożenie minie, natychmiast przestają na nią reagować, przechodząc w stan spokoju. To nic, że obok zżerany jest ich pobratymiec – prawdziwe zagrożenie minęło i można wrócić do skubania trawy. Tymczasem ludzki organizm nie potrafi sobie w ten sposób poradzić, w dalszym ciągu ładując w nas hormony. Stąd znane chyba każdemu uczucie „napompowania adrenaliną”, które trwa często długo po wywołanej reakcji stresowej.

Adrenalina i kortyzol

Aby lepiej zrozumieć fizjologiczne podstawy strachu, warto przyjrzeć się dwóm najsłynniejszym w tej kategorii hormonom. Adrenalina ma ważne zadanie – zapewnić nam możliwość jak najszybszej ucieczki. Dlatego przyspiesza pracę serca i wpływa na uwalnianie glukozy, która dostarcza komórkom energię. Z kolei kortyzol działa trochę wolniej, skupiając się na stymulowaniu mózgu i pozwalając nam myśleć odrobinę jaśniej. Ma też silne działanie przeciwzapalne, co powoduje, że słabiej odczuwamy zmęczenie i ból. Długofalowo skłania też mięśnie do przetwarzania protein w glukozę. Jeżeli narażamy się na jego działanie przez długi czas, grozi nam szereg niepożądanych efektów zdrowotnych, ale to temat na zupełnie inny artykuł.

Strachy atawistyczne

Nasza zwierzęca natura daje o sobie znać o wiele częściej, niż chcielibyśmy to przyznać. Mamy np. wewnętrznie zakodowany wstręt do wszelkich pajęczaków, a przecież w naszej strefie klimatycznej raczej nie występują niebezpieczne dla życia gatunki tych zwierząt. Wszystko za sprawą genów, w których tysiące lat ewolucji zakodowały, że takie małe, nieszczególnie piękne zwierzątko może być źródłem bólu, a nawet spowodować śmierć. Podobnie zakodowany mamy strach przed wielkimi kotami, wilkami czy innymi dużymi drapieżnikami. Ich obecność wywołuje u nas automatyczną reakcję, bo ponownie do głosu dochodzi tu ciało migdałowate. Nie ma czasu na analizę, czy pająk, który właśnie zjechał nam przed oczy, jest mały i niegroźny. To zagrożenie i trzeba uruchomić całą dyskotekę. Na szczęście w większości takich przypadków włącza się tylko jedna oś stresowa. Długotrwałe wystawienie na czynnik stresogenny powoduje aktywowanie kolejnych, a w efekcie przedłużoną reakcję stresową. W przeciwieństwie do zebr, nie potrafimy jej szybko wyłączyć i buzujemy hormonami jeszcze długo po całym zajściu.

Strach i lęk kontrolowany

Przypomnijmy: lęk to irracjonalny, nieprzyjemny stan emocjonalny związany z przewidywaniem nadchodzącego niebezpieczeństwa, zwykle niezwiązanego z bezpośrednim zagrożeniem lub bólem. Z kolei strach to fizjologiczna reakcja na zaistnienie bezpośredniego zagrożenia lub bólu. Pojawia się zatem pytanie: czy i jak można kogoś przestraszyć? 

Oczywiście można, choć trzeba pamiętać o wspomnianej powyżej różnicy i mając na uwadze opisane mechanizmy fizjologiczne, starać się o odpowiednie dobieranie środków temu służących. Można wykorzystywać strachy atawistyczne, a także niedoskonałość reakcji ciała migdałowatego. Wszystkie środki należy stosować z wyczuciem i po wcześniejszym uzgodnieniu z graczami. Dlaczego jest to ważne, pokażę za chwilę na przykładzie.

Nauka z nauki

Wiedząc, jak działa nasz organizm w zakresie strachu, możemy śmiało stosować coś, czego filmowcy czy autorzy książek używają od lat. Jest to zasada lęku kontrolowanego. Wykorzystując podaną powyżej wiedzę, pozostawia ona jeszcze element kontroli. W każdej chwili możemy bowiem przerwać lekturę czy oglądanie filmu. Do tego nie zagraża nam żadne fizyczne niebezpieczeństwo i nie zostaną uruchomione wszystkie osie stresowe. 

Metody filmowców i autorów książek można przenieść do gier. Metody te bazują na wykorzystaniu niedoskonałości naszych mechanizmów obronnych i atakują z dwóch stron. Po pierwsze, wykorzystują lęki atawistyczne, związane najczęściej ze zjawiskami atmosferycznymi czy obecnością zwierząt. Po drugie, korzystają z niedoskonałości ciała migdałowatego i nieadekwatnej reakcji na nagły czynnik stresujący. 

Do zestawu wykorzystującego lęki atawistyczne świetnie nadają się wszelkie zjawiska związane z ograniczeniem bodźców zewnętrznych. Odcięcie wzroku czy słuchu w oczywisty sposób powoduje niepokój. Można tutaj użyć niepokojących dźwięków, np. puszczonego w tle warczenia drapieżnego zwierzęcia. 

W drugiej grupie znajdą się wszelkie nagłe i niespodziewane wydarzenia, jak błysk ostrego światła, uderzenie pięścią w stół, nagły krzyk czy niespodziewany hałas, jak odgłos gromu czy spadających rupieci. Te proste środki stosowane są przez twórców od lat i ciągle działają, bo zanim pozbędziemy się naszych zwierzęcych naleciałości, mogą minąć jeszcze tysiące lat ewolucji. Może się okazać, że nie pozbędziemy się ich nigdy. 

Często stosuje się też metody mieszane, gdzie nagłość wydarzenia łączy się z atawizmem. Dobrym przykładem będzie tu niespodziewane rzucenie w gracza realistycznym modelem dużego pająka. Mamy tu do czynienia z zakodowanym w genach lękiem przed pajęczakami oraz niespodziewanym wydarzeniem. Jak wiemy, nasz organizm nie ma czasu na przetworzenie danych i zareaguje strachem. 

Można też wzbudzić prawdziwy strach, sugerując rzeczywiste zagrożenie dla gracza. Jeżeli wyciągniesz na sesji nóż i skierujesz go w jego stronę, może to wywołać piorunujący efekt. Pamiętaj jednak, że może to stanowić poważne naruszenie przestrzeni osobistej gracza. Co więcej, stosując dowolny z wywołujących strach trików, możesz nieświadomie trafić w najgłębsze pokłady strachu, jakie dręczą gracza – pokłady, które przerodziły się już w trwałe stany lękowe. Powołując się na przykład z nożem, może się okazać, że gracz padł kiedyś ofiarą napadu rabunkowego i widok wycelowanego w niego ostrza może wywołać atak paniki. Będzie to też naruszenie zasady zaufania, jaka zawsze powinna panować między graczami a prowadzącym. Nie polecam stosowania takich sztuczek podczas gry z osobami, których nie zdążyłeś dobrze poznać. 

Na zakończenie warto dodać jeszcze kilka słów o zjawisku empatii. Zagrożenia wobec postaci nigdy nie będą odbierane tak samo, jak zagrożenia wobec gracza – tak jak nie odbieramy osobiście zagrożeń wobec bohatera filmu. Tylko jeżeli czujemy z nim więź budowaną przez empatię, czyli zrozumienie zachodzących w umyśle bohatera procesów, możemy poczuć lęk o jego los. Mówiąc graczowi, że jego postać zginęła, odwołujemy się właśnie do empatii i być może poczucia straty. Jeśli jednak przy tym zabierzemy graczowi kartę i przedrzemy ją gwałtownym ruchem na pół, uruchomimy rzeczywisty mechanizm strachu – niespodziewanie zniszczyliśmy fizyczną własność gracza. To również mechanizm, który należy stosować z umiarem, mając na względzie wrażliwość i wzajemne relacje z graczami. 

Jak widać, można wykorzystać wiedzę o ludzkiej fizjologii do wzbudzania krótkotrwałego poczucia strachu. Warto jednak pamiętać, że wielu z nas żyje w permanentnym stresie, zalewanych falami adrenaliny i kortyzolu. W rezultacie nawet najlepsze triki nie będą w stanie ich przestraszyć, bo nie będą w stanie uruchomić ponownie lub wzmóc tych reakcji. Jak we wszystkim, tak i tutaj warto zachować pewien umiar. Stosowane rzadko rozwiązanie sprawdza się znacznie lepiej niż to, które będziemy powtarzać za często. W ludzkiej naturze leży przyzwyczajanie się i z czasem pewne rzeczy przestajemy interpretować jako zagrożenia.

Powrót do R’lyeh – pobierz cały almanach za darmo!

Ten artykuł jest częścią Almanachu Strażników Tajemnic – Powrót do R’lyeh, kontynuacji kultowego Skrótu do R’lyeh autorstwa Miłosza Brzezińskiego. To zbiór tekstów doświadczonych Strażników, którzy dzielą się wiedzą o tym, jak tworzyć atmosferę grozy i napięcia podczas sesji RPG.

Pobierz darmowy Powrót do R’lyeh w PDF za darmo z naszej strony!

Zacznij przygodę!

Produkt został dodany do listy życzeń